
Z czasem pomysł skrystalizował się w postaci drzewka na fantazyjnym plecionym pniu. Wisteria rosła coraz silniej, weryfikując kolejne podpory – co zresztą wcześniej opisałam – wymienialiśmy je więc z mężem na coraz mocniejsze. W końcu sprawdziła się solidnie zabetonowana rurka CO osadzona w betonowym fundamencie, choć i ona zaczyna się już wykrzywiać.. Stanowczo polecam więc sadzić taką wisterię przy grubym metalowym słupku, takim jak do ogrodzenia czy płotu.
Teraz wisteria jest całkiem dużym drzewkiem podtrzymywanym dodatkowo przez solidne liny, za to coraz piękniejszym i obficiej kwitnącym. Cieszę się na tegoroczne widowisko, bo zostawiłam trochę dużych gałęzi, by zobaczyć czy taka, niezbyt mocno tym razem formowana odsłona wisterii będzie warta oglądania:)
Komentarze
Brak komentarzy